Chyba tu już pisałam, nie raz – nie lubię spędzać Sylwestra tak, jak zdaniem niektórych – należałoby. Czyli na hucznych imprezach albo na spędach pod gołym niebem. Zatem w tym roku opcja była tylko jedna – przywitam Nowy Rok na jakiejś górce.

 

Nie chciało mi się jechać z jakąś grupą, gdzieś dalej, z noclegiem. Pomyślałam, że najfajniej będzie kameralnie. Zaczęłam myśleć, na jakiej górce, niedaleko Krakowa, może być mało ludzi. Przyszedł mi do głowy Szczebel – to dość paskudna góra, niespecjalnie lubiana przez znajomych – bo jest w Beskidzie Wyspowym, to oznacza – strome podejścia. I rzeczywiście – z dwóch stron ma ostre podejścia (ale z trzeciej nie jest aż tak źle 😉 ).  A na dodatek nie ma na niej schroniska, a szczyt jest porośnięty lasem, co oznacza – brak widoków.  Ale pamiętałam, że kiedy tam byłam w czerwcu, to niedaleko od szczytu siedziałam na polance, z której rozciągała się panorama.

Mój pomysł spodobał się Kini i Domi. I tym sposobem, wczoraj, o 21.30 wywoziłam je z Krakowa, w stronę Mszany. Podejście trwało niespełna godzinę, ale fakt, szłyśmy szybciej, niż śródroczny czas szlakowy 😉

 

Na szczycie jakaś większa grupa bawiła się przy ognisku, ale na szczęście kawałek dalej, na „mojej” polance” było pusto (tuż przed północą pojawiła się jakaś para, ale nie spędzili tam dużo czasu). Gorzej, że kiedy dotarłyśmy, o 23.45, mgła była taka, że widać było nicość, zamiast świateł kilku miejscowości. Słyszałyśmy huk fajerwerków, ale nie było nic widać. Minęły może 2 minuty i nagle mgła zaczęła się usuwać, jakby Matka Natura podnosiła dla nas kurtynę i zaczął się spektakl.

Pięknie było. Góry, śnieg, mróz, w dole światła. W bonusie, kiedy schodziłyśmy, miałyśmy jeszcze bezchmurne, wygwieżdżone niebo.

Nie spędziłyśmy na górze dużo czasu, bo, wiadomo – zimno. W drodze powrotnej śpiewałyśmy na całe gardło hity, które mam w aucie na pendrivie i żadna z nas nie przejmowała się tym, że fałszuje (tak, jako kierowca byłam trzeźwa 😉 ).

To był świetny wieczór. Turystycznie nie był specjalnie wymagający, ale spacer po górach, w ciemnościach, po śniegu, z czołówkami, jest jednak atrakcją. Na dodatek spędziłam go z dziewczynami, które bardzo lubię.

Życzę sobie i Wam, żeby 2019 był tak udany, jak mój wieczór sylwestrowy 🙂

I jeżeli z tego wieczora mam wysnuwać jakieś wróżby dla mnie, to ten rok spędzę w górach, pogoda będzie mi sprzyjać i dalej będę singielką bez najmniejszych nawet szans na zmianę tego stanu rzeczy 😀 Czyli, po prostu – stara ja 😉

 

 

Wyprawa 49., suma km, które przeszłam – 800.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s