Dziś rano, nieświadomie, najechałam na penisa, którego ktoś narysował, przy pomocy jakiegoś nabiału (??!!) na firmowym parkingu.

Nawet wrzuciłam tę fotkę na FB z hasłem, że chyba ktoś chce mi coś dać do zrozumienia.

Teraz już wiem, że to los zasygnalizował, że ten tydzień w pracy będzie równie chujowy, jak poprzedni…

Na przykład dziś, po raz pierwszy w życiu zawodowym, autentycznie obawiałam się ataku fizycznego.

Mam niełatwą reklamację. Jeszcze w piątek rozmawiałam spokojnie z klientką i wydawało mi się, że jesteśmy na dobrej drodze do porozumienia. A dziś zadzwonił do mnie mąż klientki i był bardzo agresywny przez telefon.

Kiedy okazało się, że przyjeżdżam na ich budowę, na drugie oględziny, zapowiedział, że mam mu dać znać, bo on chce przy tym być.

To jeszcze nie było niepokojące. Ale potem, od jednej osoby w firmie i jednej spoza firmy, uzyskałam pewne informacje, które po połączeniu z wcześniejszymi sygnałami, pozwoliły mi przypuszczać, że spotkanie będzie bardzo trudne, że mogę spotkać się z bezpośrednią agresją.

Przez moment nawet przyszło mi do głowy, że może pojechać z którym z kolegów*, ale uznałam, że to chyba przesada.

Ale gonitwę myśli miałam niezłą. Zaczęłam żałować, że jeszcze nie kupiłam tego gazu pieprzowego, który zalecał mi W.2.0.

W ogóle W.2.0 stał się nagle w moich oczach najbardziej pożądanym kumplem… Starałam się przypomnieć sobie jego szkolenie, to, że najważniejsze jest być czujną i nie dać się zaskoczyć.

Poszłam do Moni.

– Monia, ty wiesz, jak wśród moich znajomych na fejsie znaleźć W.2.0. Gdyby się okazało, że coś mi zrobił ten klient, zawiadom go, niech mnie pomsci…

Poszłam do kolegi handlowca, który obsługuje klienta.

– Jadę na reklamację na 15.15. Jeżeli nie odezwę się do ciebie do 16….

-… to mam wysłać AT – dokończył.

Jadąc, zastanawiałam się, jak to rozegrać. Wiedziałam, że absolutnie nie mogę okazać strachu.

Podjechałam i na posesji zobaczyłam człowieka, z którym byłam umówiona. Niewysoki, chyba nawet niższy ode mnie, szczupły. A ja – wysoka, jak na kobietę, z szerokimi, jak na kobietę ramionami, w skórzanej (no, dobra – w imitacji 😉 ) kurtce, rurkach podkreślających moje umiesnione nogi, w sztybletach. Podeszłam pewnym krokiem, wyciągnęłam do niego rękę na przywitanie i mocno uścisnęłam jego dłoń. Mój uścisk był mocniejszy niż jego.

I tak oto chyba agresor został zdominowany. Spotkanie było krótkie, rzeczowe i spokojne.

Już po, wsiadłam do auta i zadzwoniłam do kolegi handlowca:

– Odwołaj antyterorystów…

Ta praca naprawdę wiele mnie uczy…

* najchętniej – moim ulubieńcem z magazynu, bo on już samą posturą wzbudza respekt.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Chujowizna

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s