Po 4 dniach siedzenia w domu, z których trzy i pół przeleżałam, naprawdę zaczęło mnie nosić.

Zatem niedzielę zaczęłam od Zdrowego Kręgosłupa. I to był bardzo dobry pomysł. Nie tylko poczułam się dobrze fizycznie, ale pomogło mi to też psychicznie. Stanęłam przed lustrzaną ścianą sali, popatrzyłam na siebie i pomyślałam, że jest dobrze 🙂 oto stoi przede mną wysportowana kobieta, o sylwetce w kształcie klepsydry. Pomyślałam też, że warto byłoby się jeszcze przyłożyć i znaleźć sobie jakieś intensywne zajęcia na wtorki. Albo przynajmniej samodzielnie przykręcić sobie śrubkę na treningu w te dni.

Od rana w Krakowie była paskudna pogoda. I jadąc na zajęcia nie byłam zbyt optymistycznie nastawiona do pomysłu, aby na obiad jechać w góry. Ale po treningu było inaczej. Nadal było deszczowo i ponuro, ale moje podejście się zmieniło. Dałam znać Kini, że ja jadę, ona postanowiła dołączyć i ruszyłyśmy na południe.

A im dalej było od Krakowa, tym pogoda robiła się lepsza.

To była moja piąta wizyta w schronisku na Kudłaczach. Żadnego innego schroniska nie odwiedzam tak często w tym roku.

Kiedy siedzialysmy nad jedzeniem, pogoda zrobiła się tak dobra, że nawet wyszło słońce. W tej sytuacji nie pozostało nam nic innego, jak iść na malutki spacerek – na Lubomira i z powrotem. 7 km z małym hakiem.

Było klimatycznie 🙂

Takiej niedzieli było mi trzeba 🙂

Wycieczka 37., suma km które przeszłam – 577.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s